Płakałam w samotności,
chcąc zapomnieć o miłości.
Patrzyłam na jego zdjęcie,
które podarował mi w prezencie.
Kto by pomyślał, że jestem smutna?
Jak zawsze chodziłam z uśmiechem na ustach.
Czasami żyć już się nie chciało,
Tak bardzo go brakowało.
Nie widziałam go długo,
choć nie mieszkał daleko.
Może właśnie to nasilało mą tęsknotę.
Czasami gdy byłam w domu sama,
chodziłam jak obłąkana.
Zapłakana, rozczochrana, zamyślona.
Takim człowiekiem przez niego stałam się ...
Ale to było dawno, teraz jest trochę inaczej...
Teraz nie płacze po kątach,
nie zapominam o miłości,
nie szukam jej na siłę.
Nie mam jego zdjęć, a
przepraszam jedno mam.
(Ja tam ładnie wyszłam).
Powoli nabieram chęci
do Życia, ale po woli.
Boli to co zrobił...te opisy na forach...
porażka, wstydziłam się wyjść na miasto...
widziałam ludzi wzrok na sobie...:((
Kilka razy Go widziałam nawet z nim gadałam...
Widząc Go pierwszy raz po rozstaniu serce zabolało...
Wróciłam do domu i wypłakałam się w poduszkę...
Przeszło...Minęło...chyba. Wiem, że przegiął, zranił,
przegrał, zniszczył wszystko co było, zniszczył mnie.
Ale czy to przekreśla nasze wspólne 2 lata?
Nienawidzę Go za to i na pewno z Nim nie będę, ale czy
mam go skreślić jako człowieka?
Teraz staram się wychodzić do ludzi, spotykać się z nimi,
już nie płaczę, tylko częściej się śmieje...:)))
wszystko to zawdzięczam kilku osobom...
*Siostrze - dzięki:)
*Mamie - dzięki za wszystko
*Stelli - dzięki